Polish Music The best music site on the web there is where you can read about and listen to blues, jazz, classical music and much more. This is your ultimate music resource. Tons of albums can be found within. http://theblues-thatjazz.com/en/polish/5873.html Mon, 13 Jul 2020 03:46:52 +0000 Joomla! 1.5 - Open Source Content Management en-gb Osada Vida - Particles (2013) http://theblues-thatjazz.com/en/polish/5873-osada-vida/22055-osada-vida-particles-2013.html http://theblues-thatjazz.com/en/polish/5873-osada-vida/22055-osada-vida-particles-2013.html Osada Vida - Particles (2013)

Image could not be displayed. Check browser for compatibility.


01. Hard-Boiled Wonderland (6:15)
02. Stronger (4:13)
03. Fear (4:41)
04. Those Days (5:42)
05. Shut (3:42)
06. David's Wasp (6:25)
07. Different Worlds (5:32)
08. Until You're Gone (5:19)
09. Mighty World (4:56)
10. Master Of Puppets (4:52)

- Marek Majewski - vocals
- Łukasz Lisiak - bass
- Rafał Paluszek - keyboards
- Bartek Bereska - guitars
- Adam Podzimski – drums

 

Czwarty studyjny album śląskiej grupy Osada Vida faktycznie zaskakuje. Piszę faktycznie, bo ze strony wydawcy i samego zespołu już od dłuższego czasu płynęły sygnały o wyraźnej stylistycznej wolcie. Cóż, pozostaje mi ją tylko potwierdzić. Zaryzykowałbym przy tej okazji stwierdzenie, że gdyby ktoś podsunął mi tę muzykę i poprosił o rozpoznanie kapeli, z pewnością tego bym nie uczynił (choć śledzę dokonania formacji już od długiego czasu).

Powie ktoś: przecież w zespole doszło do poważnej zmiany. Do składu dokooptowano wszak nowego wokalistę – znanego z Acute Mind, Marka Majewskiego (nie da się ukryć, że dla rockowej formacji to stanowisko dość istotne, często decydujące o rozpoznawalności grupy), dzięki czemu Osada z kwartetu stała się kwintetem. Tylko, czy to faktycznie z tego powodu Particles jest skrajnie inny od swoich poprzedników? Nie sądzę, wszak tę nowa muzykę firmują praktycznie ci sami artyści, którzy niegdyś tworzyli The Body Parts Party, czy Uninvited Dreams. Owszem, Majewski śpiewa z dużym czuciem i sporą melodyjnością, niemniej jednak wydaje się, że to przede wszystkim pozostali muzycy zmienili spojrzenie na tworzone przez siebie dźwięki. Odeszli od nieco dusznych, hermetycznych, chwilami wręcz matematycznie granych kompozycji i wpuścili do nich trochę świeżości, oddechu i rockowego luzu.

To w dalszym ciągu granie do jakiego Osada zdążyła przyzwyczaić. Granie na wysokim, technicznym poziomie. Mimo wszystko, teraz jego największą wartością staje się piosenkowa wręcz zwartość i atrakcyjność oraz zaskakująco nośna melodyka. Spokojnie, fanów radiowych trzyminutówek i tak kawałki z Particles zniesmaczą. Przypadną jednak do gustu miłośnikom muzycznego kolorytu, w którym jest miejsce i na proga, i na metal, czy wreszcie na hard rock, blues, jazz, czy psychodelię w stosunkowo przystępnym wydaniu.

Przyjrzyjmy się bliżej Particles. Całość zaczyna Hard-Boiled Wonderland, pędzący do przodu, z radosną i pogodną gitarką i fajnym refrenem. Później dostajemy w nim nostalgiczne, melodyczne rozprężenie i wirtuozerski popis gitarowy. Następujący zaraz po nim Stronger to już niemalże rasowy blues rock. Z kolei w drugiej części Fear gitarowe i klawiszowe popisy lekko zalatują orientem. Wraz z Those Days wreszcie nieco odpoczywamy. Jest tu wolniejsze tempo i więcej klimatu, podkreślonego udanymi gitarowymi zagrywkami na tle ciepłych partii instrumentów klawiszowych podczas refrenu. Sam numer wieńczy chyba najlepsze na płycie gitarowe solo Bereski. Shut to kolejna zabawa muzycznymi konwencjami. Utwór rozpoczynają bowiem space rockowe klawisze a zaraz potem zostajemy dosłownie wgnieceni growlem w wykonaniu Sivego z Tuff Enuff. Dla jeszcze większego kontrastu natychmiast po nim pojawia się jeden z najbardziej udanych, melodyjnych refrenów (a tych na płycie jest naprawdę sporo). W David's Wasp z początku ocieramy się o jeżozwierzowe klimaty. Nie one są tu jednak najważniejsze, bo kawałek ten to dla mnie bardzo zgrabne wymieszanie… bluesa z jazzem. Tak, tak. Posłuchajcie drugiej części tej instrumentalnej i zarazem najdłuższej w zestawie kompozycji. Żeby było ciekawiej, jej zwieńczenie to już kłaniająca się latom siedemdziesiątym psychodelia. I o ile kolejnemu Different Worlds najbliżej do dawnej Osady, to pojawiający się zaraz po nim Until You're Gone wręcz szokuje swoją przebojowością, podkreśloną totalnie nośnym, harmonicznym refrenem w stylu dobrego AOR-a! Tych, którzy rozkleją się poprzednim numerem, obudzi natychmiast krwiście metalowy riff Mighty World. I jeżeli myślicie, że to tylko przygrywka do ich Metallikowego Master Of Puppets, jesteście w grubym błędzie. Bo ta wersja zaskakuje, tak jak cały album. Nie ma w niej bowiem metalowego kopa, jest za to… stara dobra Osada Vida, lekko senna i flirtująca z jazzem.

Particles to absolutnie najlepsze dzieło Osady. Progrockowi intelektualiści stali się rockowymi luzakami. I bardzo dobrze. --- Mariusz Danielak, artrock.pl

download (mp3 @320 kbs):

yandex 4shared mega mediafire uloz.to cloudmailru gett

back

]]>
administration@theblues-thatjazz.com (bluelover) Osada Vida Wed, 09 Aug 2017 13:12:42 +0000
Osada Vida - The After-Effect (2014) http://theblues-thatjazz.com/en/polish/5873-osada-vida/24715-osada-vida-the-after-effect-2014.html http://theblues-thatjazz.com/en/polish/5873-osada-vida/24715-osada-vida-the-after-effect-2014.html Osada Vida - The After-Effect (2014)

Image could not be displayed. Check browser for compatibility.


1 	King Of Isolation 	3:51
2 	Sky Full Of Dreams 	4:32
3 	Still Want To Prevaricate? 	3:05
4 	Lies 	5:34
5 	Dance With Confidence 	1:11
6 	I'm Not Affraid 	5:47
7 	Losing Breath 	5:01
8 	Restive Lull 	5:42
9 	Haters 	4:32
10 	No One Left To Blame 	7:52

- Marek Majewski - vocals
- Janek Mitoraj - guitar, string arrangements
- Rafał "R6" Paluszek - keyboards
- Łukasz Lisiak - bass
- Marek Romanowski - drums
+
- Agnieszka Sawicka - violin
- Jakub Kowalski - violin
- Anna Krzyzak - viola
- Wojciech Skóra - cello

 

Grupa znana z zamiłowania do progresywnego rocka udowadnia swoim nowym wydawnictwem „The After-Effect”, że obecnie jest jednym z najlepszych, polskich zespołów w tej kategorii muzycznej. Jednak po kolei.

Po nagraniu dobrze przyjętej przez krytykę płyty „Particles” zespół spotkały mocne zawirowania w składzie. Z grupy odeszli gitarzysta Bartek Bereska oraz perkusista, Adam Podzimski. Na ich miejsce przyszli kolejno Jan Mitoraj oraz Marek Romanowski. Wcześniej, bo już na „Particles” pojawił się nowy wokalista – Marek Majewski. Tak odmieniony skład nagrał płytę, która odcina się od ciężkiego stylu, który mogliśmy usłyszeć na pierwszych wydawnictwach grupy i kontynuuję drogę obraną na „Particles”. Jest trochę bardziej energicznie, progresywnie i rockowo, jednak lekko, strawnie, a czasami wręcz piosenkowo. Znalazło się nawet miejsce dla kwartetu smyczkowego! Ale czy to dobre połączenie?

Pierwszy na płycie ‘King of Isolation’ pokazuje nam na co postawiła Osada Vida – jest to prostota i szybko wpadające w ucho melodie. Oczywiście pamiętajmy, że mówimy o prostocie formy w muzyce progresywnej, co w kwestiach technicznych jak i aranżacyjnych wciąż sprawia, że mówimy tutaj o muzyce wymagającej od odbiorcy wprawnego ucha i odpowiedniej wrażliwości. To nie jest proste jak konstrukcja cepa – jak np. u AC/DC (sprawdźcie w naszej recenzji “Rock or Bust”) W końcu nawet Dream Theater wędrowało w te rejony. Porównanie do tego giganta nie jest przypadkowe, bowiem nowe brzmienie Osada Vida bardzo przypomina lżejsze wydawnictwa DT – oczywiście wciąż im do nich daleko, ale są na bardzo obiecującej drodze.

Osobiście przyznam, że jestem fanem cięższych brzmień, jednak i takich nie zabrakło na tym albumie. Mowa tutaj szczególnie o mocnym ‘Lies’, które śmiało mogę polecić każdemu fanowi metalu. Trzeba zaznaczyć, że mimo wcześniej wspomnianej prostoty zespół nie poszedł na łatwiznę. Do czego piję? Otóż do kwartetu smyczkowego, którego rola jest nie do przecenienia w takich utworach jak ‘Sky Full of Dreams’, ‘Restive Lull’ oraz ‘Haters’. Jak dla mnie pierwszy kawałek jest zdecydowanie najlepszym na całej płycie – rozbudowany, instrumentalny, z powodzeniem mieszający różne style muzyczne, precyzyjny i z doskonałymi riffami.

Płytę kończy brawurowe ‘No One Left to Blame’, które jak żaden inny utwór na tym albumie przypomina mi wcześniej wspomniane Dream Theater, szczególnie mam tu na myśli wokal. Mimo to, kawałek nie jest żadną zżynką, a jeżeli nawet to trzeba przyznać, że bardzo inteligentną.

Pozostałe utwory również trzymają poziom, są idealnie nastrojowe, pełne melodii oraz gitarowych, a także klawiszowych popisów. Dlaczego więc mimo moich tak pozytywnych opinii wystawiam tylko ocenę dobrą? Niestety brzmienie zespołu o ile bardzo dobre, świetnie zaaranżowane i przygotowane z doskonałym wyczuciem formy nie jest niczym nowym. Podsumowując, „The After-Effect” to zbiór ciekawych, wpadających w ucho, ale też wymagających utworów, które sprawiają, że każdy miłośnik muzyki progresywnej powinien mieć ten krążek na swojej półce. ---Robert Sierpiński, deathmagnetic.pl

 

Polish band OSADA VIDA is closing in on a 20-year long history as a band, and for the greater part of their career they established a reputation as a talented and promising progressive metal oriented outfit. The last few years have seen the band change however, both in terms of personnel and line-up. This is a transition that continues on their seventh studio album "The After Effect", which was released by the Polish label Metal Mind Productions in 2014.

Osada Vida as of 2014 is a band that is quickly transforming into an adventurous, well developed band that is willing and able to cover a multitude of stylistic ground within and arguably at times outside of the progressive rock universe as well. Their blend of acoustic and electric instrumentation in a progressive rock context is easy to enjoy, compelling, well developed and sophisticated, the inclusions of jazz-oriented sequences functioning at least, as well as their inclusion of progressive metal related details. A strong production by a skilled band exploring a distinctly contemporary and well developed variety of progressive rock. ---Windhawk, progarchives.com

download (mp3 @320 kbs):

yandex mediafire ulozto gett bayfiles

 

back

]]>
administration@theblues-thatjazz.com (bluesever) Osada Vida Wed, 23 Jan 2019 13:02:01 +0000
Osada Vida - The Body Parts Party (2008) http://theblues-thatjazz.com/en/polish/5873-osada-vida/22124-osada-vida-the-body-parts-party-2008.html http://theblues-thatjazz.com/en/polish/5873-osada-vida/22124-osada-vida-the-body-parts-party-2008.html Osada Vida - The Body Parts Party (2008)

Image could not be displayed. Check browser for compatibility.


01. Body - The Body Parts Party (6:42)
02. Liver - Mr Liver's Letter To You (8:58)
03. Brain - Mind On Cloud Nine (4:21)
04. Tongue - A White Lie (7:40)
05. Spine - In Full Swing (6:54)
06. Heart - Back And Forth (5:12)
07. Muscle - Strong But Powerless (6:25)
08. Bone - My Name is Bone The Single Bone (11:04)
+
09. Remember your name
10. Echoes of the seat

- Łukasz Lisiak - bass guitar, programming, vocals
- Bartek Bereska - electric & acoustic guitars
- Adam Podzimski - drums & percussion
- Rafał 'R6' Paluszek - keyboards, synth, mellotron, Hammond
+
- Marcel Lisiak - Additional vocals (track 1)

 

Troszeczkę naczekała się ta płyta na słów kilka w naszym serwisie, wszak jej premiera miała miejsce w słusznie minionym 2008 roku i… bynajmniej nie w jego ostatnim kwartale. No cóż, jak mawia mój znajomy: lepiej późno niż… wcześnie! (całkiem niedawno uzmysłowiłem sobie, że ta skądinąd absurdalna konstatacja, parafrazująca znane porzekadło, znakomicie się ma do dosyć ciekawej ostatnio mody, polegającej na ocenianiu i komentowaniu płyt na dłuuuugo przed ich premierą). Tym bardziej, że Osada Vida uaktywniła się koncertowo ostatnimi czasy, przy okazji trasy z The Black Noodle Project, co jest doskonałym asumptem do przyjrzenia się ich drugiej płycie.

No właśnie. Pochodzący z Piekar Śląskich kwartet ma już za sobą ciepło przyjęty debiut „Three Seats Behind A Triangle”, który doczekał się w ciągu niecałych trzech lat… trzech wydań (własne wydawnictwo, e-silesia, Metal Mind)! „The Body Parts Party” wydane przez wspomniany Metal Mind jest, jak się wydaje, wyjściem na pewną prostą i uporządkowaniem spraw w tym organizacyjnym zakresie.

Jako, że trochę już zdań o tym krążku tu i ówdzie powstało, pewnie niewiele w tym temacie odkrywczego wam zaproponuję. Jedno jest pewne. Nie jest to muzyka dla gospodyń domowych. Ba!! Nie powinni jej również słuchać mężowie owych gospodyń, podczas karnego obierania kartofli w ciasnej kuchni, czy też w samochodzie pędzącym z rozkazu żony po zakupy do pobliskiego marketu. Z tych nieco kpiarskich wersów wypływa jednak bardzo prosta ale i ważna myśl: muzyka Osady skierowana jest do słuchacza wyrobionego, otwartego na coś trudniejszego w odbiorze, osłuchanego w różnych dźwiękach i nie gardzącego zlepianiem ich na jednej blaszce.

„The Body Parts Party” to osiem wielowątkowych, często rozbudowanych kompozycji, wpisanych, podobnie jak debiut formacji, w koncept. Tym razem panowie prezentują codzienne życiowe sytuacje, uczucia czy emocje przez pryzmat… części ludzkiego ciała (stąd wiele mówiące tytuły). Pod względem muzycznym album jest naturalną kontynuacją i rozwinięciem stylu zaprezentowanego na pierwszym krążku. No właśnie – stylu. Artyści czerpią garściami z różnych muzycznych kieszeni: rocka, metalu, progrocka, jazzu… Czerpią i spajają. W zasadzie nic nowego w dzisiejszych czasach. Pytaniem zasadniczym jest jednak to, czy muzyczne składniki są właściwie dobrane i podane w odpowiednich proporcjach. Mam momentami wrażenie, słuchając „The Body Parts Party”, swoistego przeładowania i przekombinowania. Mnogość - skądinąd ciekawie zaaranżowanych – wątków, ma prawo słuchacza delikatnie oszołomić. Ten czasami może pomarudzić, że interesujący go temat tak szybko zanika, przechodząc w inny, tym razem zbyt mocno i długo wyeksponowany. Zdaję sobie sprawę, że wszystko o czym piszę powyżej, jest tylko kwestią gustu i muzycznej wrażliwości. Nie zaszkodzi jednak zadać pytania, na które, pewnie każdy odpowie sobie inaczej: na ile propozycja Osady jest od A do Z zaplanowaną formą pod hasłem „stylistyczny misz – masz”, a na ile pewnym etapem w poszukiwaniu własnej twarzy, będącym wypadkową muzycznych ambicji poszczególnych członków zespołu. Nie da się też ukryć, że choć muzycy poszli tą płytą w kierunku grania bardziej przystępnego, przestrzennego i klimatycznego, mocnych, zapamiętywalnych melodii jest tutaj wciąż za mało. A że stać ich na to, pokazują choćby naprawdę ciekawe, dopracowane gitarowe sola Bartka Bereski, pachnące z lekka jeżozwierzowo („Liver” „Heart”, „Bone”). Zresztą pozostali muzycy nie ustępują mu miejsca, pokazując profesjonalizm w każdym calu (czy przy graniu takiej muzy może być inaczej?). Na przeciwległym, do bardziej stonowanych sekwencji, biegunie, mamy masywne, ciężkie, metalowe riffy („Tongue”, „Muscle”), które nadają muzyce Osady progmetalowych fundamentów. Te, rozładowywane są poprzez liczne klawiszowe i gitarowe, jazzujące wstawki („Liver”, Tongue” „Bone”) bądź floydowe klimaty („Heart”). A przeciwwagą dla tych dźwiękowych „różnych różności” jest zazwyczaj chłodny, niekiedy bezwiedny, czy wręcz „syntetyczny” głos Łukasza Lisiaka. Najpiękniejszy numer? Chyba ostatni, najdłuższy „Bone”. Z niezwykłym nastrojem, bardziej wyciszony, lekko oniryczny, spięty świetnymi solówkami gitary na początku i końcu kompozycji. Chciałbym, żeby właśnie z niego wykluła się trzecia odsłona Osady. Bardziej ułożona? Okiełznana? Czemu nie? Wszak wielu mistrzów gitarowego zgiełku zaliczało stylistyczne wolty…

Jedno, póki co, oddać im trzeba. Są bezkompromisowi. W czasach schlebiania progresywnemu słuchaczowi kolejnymi miękkimi płytkami, w których niewiele się dzieje pod przystępną melodią, oni postawili na swoją, niekomercyjną odmianę muzyki z ambicjami. Teraz może tylko warto znaleźć jakiś złoty środek?

PS. Wersja digipack albumu zawiera dwa dodatkowe utwory – znany wcześniej fanom utwór „Remember Your Name” (tym razem w innej wersji i z angielskim tekstem) oraz kompozycję „Echoes Of The Seat”. ---Mariusz Danielak, artrock.pl

 

 

This band is quickly becoming one of my favourites. I gave "Three Seats Behind A Triangle" five stars, and it certainly was one of my biggest discoveries of the year. "The Body Parts Party" isn't as consistantly heavy and mind blowing as the previous album, but there certainly is lots of amazing music on this disc. I was surprised a little with the vocals on the mellow sections because they reminded me a little of the singer for FRUITCAKE who's singing voice and style has been described as "dry" haha. They both work for me though.This is another concept album, this time they use parts of the body to describe people's personalities. Well except for "Body" which is an intro track describing the concept, "Heart" which is really about life in general, and the instrumental "Spine". And how cool is that to see them thank in the liner notes "...Assaf Vestin, Erik Neukeboom, Bob McBeath & all friends @ Progarchives.com".

"Body" opens with pounding drums and lots of organ as vocals come in. Heavy guitars follow as we get this amazing soundscape. The guitar starts to solo 3 minutes in as drums pound, a synth solo follows. Killer sound 5 1/2 minutes in. "Liver" begins with a light synth solo that is squashed quickly by a heavy dose of drums, bass and guitar. Heavier synths come in playing over top a minute in. The drums sound fantastic. Vocals (FRUITCAKE) 2 1/2 minutes in as it settles. Synths and drums lead the way. A tasteful guitar solo 6 minutes in goes on and on. It's back much more aggressively before 8 minutes. "Brain" is more laid back with drums, piano and other sounds coming and going. Reserved vocals arrive with steady drums and synths leading the way instrumentally. The highlight is the mellow and melancholic guitar solo 2 1/2 minutes in that is OPETH-like. "Tongue" gets back to the heaviness as synths play over top for a brief period. Vocals come in as it settles. Piano joins in and then synths return 3 minutes in. Guitar 5 minutes in as heaviness continues. "Spine" is one of my favourite songs on here. It takes a while to get going but when it does it's quite heavy with some incredible bass. The tempo picks up before 3 minutes. Great sound ! It calms down 4 minutes in. Check out the heavy bass and guitar 5 minutes in. Amazing section.

"Heart" is the darkest track on here. Oh yeah, it's heavy too. I like the atmosphere to open the song. Vocals 1 1/2 minutes in as guitar comes in grinding away. Haunting synths 3 1/2 minutes in followed by some nice guitar. "Muscle" is kind of funky early with that bass and drum melody. It gets heavier and background synths come in. Nice. Some muscle is added as heavy guitar comes in. Vocals arrive as it gets funky again. Deep, deep bass before 2 1/2 minutes then the tempo picks up when vocals come back. Those background synths are back 3 minutes in as heaviness continues. Piano followed by a guitar solo. The guitar gets heavy 5 minutes in followed by riffs. "Bone" is the final and longest track at 11 minutes. It opens with some beautiful piano as acoustic guitar and synths are tastefully added. Drums and electric guitar take over, they're in the classy mode as well. Chunky bass before the vocals come in around 2 minutes. There's that melancholic guitar again from "Brain" 3 1/2 minutes in. Piano follows. I like the raw guitar 6 1/2 minutes in. Vocals followed by solo piano 8 minutes in. Strummed guitar joins in and then drums. Some growly bass 9 minutes in followed by a guitar solo 9 1/2 minutes in then some heaviness. ---Mellotron Storm, progarchives.com

download (mp3 @320 kbs):

yandex 4shared mega mediafire uloz.to cloudmailru gett

 

back

]]>
administration@theblues-thatjazz.com (bluelover) Osada Vida Tue, 22 Aug 2017 14:17:51 +0000
Osada Vida - Three Seats Behind A Triangle (2007) http://theblues-thatjazz.com/en/polish/5873-osada-vida/22076-osada-vida-three-seats-behind-a-triangle-2007.html http://theblues-thatjazz.com/en/polish/5873-osada-vida/22076-osada-vida-three-seats-behind-a-triangle-2007.html Osada Vida - Three Seats Behind A Triangle (2007)

Image could not be displayed. Check browser for compatibility.


01. The Passion (01:42)
1st Seat - Driving Desires To Become The Aim (17:23)
02. Pictures From Inside (Part I) - Colours & Notes (06:14])
03. Pictures From Inside (Part II) - Unlimited Mind (06:20)
04. The Decision (04:49)
2nd Seat - And Desires Are The Most Delicious Thing Of Routine (17:45)
05. Devotion (Part I) - After Hours (06:43)
06. Devotion (Part II) - Flying Time (05:53)
07. Tension Blossoms (05:09)
3rd Seat - Constant Rhythm Of The Routine Makes All Dreams Unaware (18:24)
08. Everyday Ltd. (06:48)
09. Boiling Point (05:51)
10. Bitterly Disappointed (05:45)
11. The Rebirth Of Passion (08:10)

- Lukasz Lisiak - bass guitar, programming, vocals
- Bartek Bereska - electric & acoustic guitars
- Adam Podzimski - drums & percussion
- Rafal "R6” Paluszek - keyboards, synth, mellotron, Hammond organ

 

Osada Vida to bez wątpienia jeden z najciekawszych przedstawicieli polskiego grania progresywnego. Może i nie jestem do końca obiektywny, ale uważam, że "Three Seats Behind a Triangle" to materiał wybitny! To bez wątpienia płyta, która ma szansę na status klasyka w historii polskiej muzyki. Pierwotnie wydana w roku 2006 obecnie wznowiona przez Metal Mind zyskała nowe brzmienie i...dwa utwory bonusowe.

Dźwięki zawarte na tym albumie to podróż przez wszystko co najlepsze w muzyce na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Mamy tu zarówno skrajnie nowoczesne elektroniczne "bajery" jak i klimat lat siedemdziesiątych - głównie dzięki wspaniale zagranym partiom hammondów ("Boiling Point"). Muzyka Osada Vida to prawdziwa uczta dla zwolenników progresywnego grania i chwała Metal Mindowi, że teraz, dzięki tej reedycji te wspaniałe dźwięki są "ogólnodostępne". "Three Seats..." to muzyczny tygiel, który aż kipi od pomysłów i nieszablonowych rozwiązań. Jest metal, jest rock, jest blues, jazz...i niech Was nie zmyli ten szeroki wachlarz stylów. Muzyka zawarta na płycie jest wyjątkowo zwarta, a wszystko podane jest ze smakiem i wyczuciem godnym największych. Rozpływam się przy dźwiękach "Devotion" (części I i II) czy "The Decision", to jednak tylko przykładowe tytuły, gdyż każda kompozycja zawarta na tym albumie, w moim prywatnym odczuciu, błyszczy swoim blaskiem i nie pozwala o sobie zapomnieć.

Teraz może kilka słów o utworach bonusowych. "In(s) Thru Mental" jak sama nazwa wskazuje to utwór instrumentalny i muszę się do czegoś przyznać. Ilekroć go słyszę, czy to "na żywo", czy z płyty to ciary chodzą mi po plecach - majstersztyk, każdy dźwięk jest trafiony, a tego typu granie to coś co uwielbiam! Kolejnym dodatkową kompozycją jest "...and Don't Shut the Door" z przepiękną partią gitary na początku, świdrującymi klawiszami w środku utworu i niesamowitą improwizacją (no bo chyba niemożliwe, że to było od początku tak zaplanowane) wypełniającą drugą część utworu.

Osada Vida to przykład zespołu, który ciężką pracą powoli zaczyna wyrabiać swoją markę. Trzeba być wytrwałym i przeć do przodu. Ta piekarska formacja udowadnia, że w muzyce jeszcze wiele jest do powiedzenia i wciąż można nagrać muzykę oryginalną i właściwie niemożliwą do jednoznacznego zaklasyfikowania. "Three Seats..." po ponownym masteringu (choć "stara" wersja moim zdaniem brzmiała całkiem nieźle) zyskała na mocy i potędze. Płyta brzmi perfekcyjnie - dźwięk jest czysty jak łza, selektywny a sama muzyka nabrała dodatkowej przestrzeni. Zespół już pracuje nad nową płytą i szczerze mówiąc na ich miejscu bym się trochę obawiał, bo czy można nagrać album genialniejszy od "Three Seats..."?? Czas pokaże, ja trzymam kciuki i czekam z niecierpliwością!! --- Piotr "PM" Michalski, rockarea.eu

 

This is a concept album about dreamers and their struggles, frustration and passion to meet the goals they have set in life. The title "Three Seats Behind A Triangle" refers to that place in the orchestra that is not a noticeable or interesting place to be, in fact it's the place you don't want to be in. Just like the dreamers who work at a normal job wishing they were doing what they dream of. The cover art is a reflection of this concept as well. The dreamer has his head in the clouds. Haha. As for the music, I have to say I am totally blown away by it. The music here combines the Heavy-Prog, and Prog-Metal genres I love so much. The fact they also impliment hammond organ, piano, synths and mellotron is just a bonus for me. The bass by the way is ground shaking at times. As good as the lyrics and concept are, I am more amazed with the music itself. This is going to get a lot more play before it goes on the shelf.

"The Passion" is the short intro of acoustic guitar,synths and vocals. It gets louder as drums, bass and guitar come in with more passionate vocals. It blends into "Colours & Notes" where the heaviness continues with a synth solo.The guitar takes off on a tangent 30 seconds in. Check out the bass as vocals and riffing join in. It's like they are just taking their time and not rushing. Great sound. Synths and drums become prominant. It settles a little with vocals after 4 minutes before the guitar starts to light it up. "Unlimited Mind" features grinding guitar as drums pound and bass throbs. A change before 2 minutes as the synths take the guitars place and vocals arrive 2 1/2 minutes in with a light synth melody. Some heaviness with background synths and this contrast continues. Ripping guitar before 5 minutes and it eventually becomes a shred-fest. The sound of glass breaking ends it. "The Decision" features more grinding guitar and heaviness before vocals and a lighter sound arrives.Very heavy 2 minutes in with some ripping organ a minute later. Just a fabulous song. "Devotion(Part 1)" again opens with the guitar leading the way as heaviness comes crashing in. Aggressive vocals follow. A lighter sound 2 1/2 minutes in as acoustic guitar then synths wash in. Guitar is back with some uplifting soaring melodies that go on and on. Absolutely amazing ! "Devotion(Part 2)" has such a solid sound as piano plays along. A bass solo after 2 minutes as the song gets heavier. Beautiful acoustic guitar 3 minutes in before electric guitar winds out and then piano replaces guitar. It gets very heavy 5 minutes in to the end of the song. "Tension Blossom" opens with organ, guitar and lots of power. Vocals and synths arrive. Contrast continues. Check out the instrumental display that follows.They're all over the place. Some beautiful guitar 3 minutes in.Vocals get theatrical at times. "Everyday Ltd" opens with pounding drums as guitar grinds away. A calm when vocals come in. Some fat bass lines. It's as heavy as hell 4 minutes in. Piano to end it. "Boiling Point" is again absolutely heavy with thunderous bass. Keys a minute in as heaviness continues.The guitar with background synths is cool. Check out the organ 3 minutes in. Nice. Some scathing guitar follows. Here comes the heaviness again 5 minutes in to end it. Incredible track ! "Bitterly Disappointed" opens with bass and background synths. A lighter section with vocals is quite uplifting. Heaviness returns. The guitar 2 1/2 minutes in is both scorching and atmospheric. More great bass. Blistering guitar 4 1/2 minutes in then vocals. It's like one outstanding song after another. "The Rebirth Of Passion" is the final song. Piano, guitar, drums, organ and then vocals. Fantastic section. Guitar grinds away beautifully as vocals stop. Vocals are back with lots of piano. It gets very heavy 4 minutes in. Strummed guitar 5 1/2 minutes in before passionate vocals and heavy guitar come in. Love the sound 7 1/2 minutes as organ joins in.

Maybe after more listens i'll drop this rating but I doubt it. Something about this band reminds me of some of the heavier South American bands I really like.This cd will sit proudly beside my other favourite Polish record from INDUKTI. --- Mellotron Storm, progarchives.com

download (mp3 @320 kbs):

yandex 4shared mega mediafire uloz.to cloudmailru gett

back

]]>
administration@theblues-thatjazz.com (bluelover) Osada Vida Sun, 13 Aug 2017 13:14:06 +0000
Osada Vida - Uninvited Dreams (2009) http://theblues-thatjazz.com/en/polish/5873-osada-vida/24050-osada-vida-uninvited-dreams-2009.html http://theblues-thatjazz.com/en/polish/5873-osada-vida/24050-osada-vida-uninvited-dreams-2009.html Osada Vida - Uninvited Dreams (2009)

Image could not be displayed. Check browser for compatibility.


1 	Univinvited Dreams 	
2 	My Nightmare Is Scared Of Me 	
3 	Childmare (A Goodnight Story) 	
4 	Lack Of Dreams 	
5 	Is Devil From Spain? 	
6 	Is That Devil From Spain Too? 	
7 	Neverending Dream

Drums – Adam Podzimski
Keyboards – Rafał Paluszek
Lead Guitar – Bartek Bereska
Vocals – Natalia Krakowiak, Łukasz Lisiak 

 

Pilnie śledzę poczynania piekarskiej Osady począwszy od udanego debiutu „Osada Vida”, który zagościł u nas już w 2004 r. Podobało mi się podejście zespołu do muzyki, drobne eksperymenty z elektroniką, wplątanie elementów stylizowanych na cold fusion, funky czy progmetal. Ostatecznie to właśnie wokół tego ostatniego zespół skupił się na kolejnych swoich produkcjach. O ile cierpliwa praca muzyków przysporzyła im tyle krytyków co miłośników – nie przebierali w nutkach, momentami po wysłuchaniu „Three seats..” czy „The Body Parts” miałem odczucie bycia przytłaczanym nadmierną ilością dźwięków produkowanych przez gitarzystów. Potrafiło to zmęczyć. Stara zasada – tłumić dźwięki, puszczać co 5, może będzie z tego melodia. Jak jest tym razem?

Jest świetnie. Ten mocno niedoceniany na scenie zespół prężnie wyzwala z siebie coraz to nowe pokłady emocji, eksploruje ciekawe obrzeża stylu zwanego progmetalem, zahaczając o mój ulubiony neurotyczny Discipline. Poziom „zaFunky’owania” muzyki jest wysoki, nadal mamy fajne i ciekawe pokazy jazzowych fajerwerków poobkładanych dobrymi klawiszowymi i gitarowymi solówkami, hammondami, stylizowanymi na mellotron klawiszami. I ten niepasujący do wszystkiego wokal Łukasza Lisiaka. Dokładnie taki jak Matthew Parmenter z Discipline! Ta płyta to troszkę i pociągnięcie stylistyki „The Body Parts Party” ale także głębsze sięgnięcie do jazzowego klimatu, jaki Osada Vida doskonale buduje w swoich melodiach. Utwory są dłuższe, bardziej rozbudowane, pełniejsze w brzmieniu i w końcu nie mam wrażenia że dostałem się pod młockarnię. Są fajnie zbudowane momenty dające wytchnienie słuchaczowi, jak choćby 7-10 minuta w "Childmare", gdzie po ostrej funkowej jeździe wchodzi pod rytmikę perkusji i szybkich plam klawiszowych całkiem fajne i melodyjne solo. Tego mi brakowało na poprzednich produkcjach kwartetu z Piekar! Przede wszystkim zespół doskonale chyba znany jest z pomysłowości. Nie ograniczają się tylko do jednego stylu, nie starają się gryźć oklepanego do bólu tematu ale dalej eksplorują. Elektronika w "Lack of Dreams" czy …. Tu może zaskoczę ale mroczny, troszkę trącający o fado i klimaty bardziej znane z debiutu Indukti, podwójny temat „Is that Devie from Spain /Too” to mało spotykane wśród naszych zespołów połączenie. Dwa utwory, jeden pod postacią krótkiego wprowadzenia w temat pod dźwiękami akustycznymi zbliżonymi do flamenco, drugi już bliższy stylowi Indukti przeplatany miłym jazzowym graniem i milusim moogiem na uspokojenie. Ale bez miazgi, nie ma już ścigania się między gitarzystami – który więcej upcha dźwięków w jednym takcie. Skaczą po biegunach, drażnią klimatami, popisują się sporymi możliwościami, które chyba wydają się być jeszcze nie do końca przez sam zespół odkryte.

To w końcu dla kogo nagrali tę płytę? Fani progmetalu omijają ją szerokim łukiem, maniacy jazzu raczej nie odkryją w niej nic interesującego – za ostra. Fani Cold Fusion czyli m.in. Indukti, Spaced Out, Liquid Tension 3/Experiment a także Discipline i innych okolicznych dźwięków będą wprost zachwyceni. Nie można już ich posądzić o zapatrzenie się w Porcupine Tree (kompletnie nie ten styl) ani „riversajdyzm” , który nagle po 2004 r. eksplodował w okolicach progresywnych. Nie – nie w przypadku Osady. To udany album, znacznie lepiej przygotowany muzycznie od poprzednich. Brakuje mi w nim troszkę eksperymentów z debiutu, ale poprawili się w kwestii kompozycji. Nie dość że nie ma się do czego przyczepić, to jeszcze człowiek słucha krążka nie wiedząc czego się spodziewać – muzyka jest nieprzewidywalna – tam, gdzie oczekujemy łamańca – wolna klimatyczna plama, gdzie właśnie miało być spokojnie – jedzie walec przy wtórze maszyn budowlanych.

Ten nowoczesny styl jeszcze w naszym kraju nie znalazł zbyt wielu miłośników, ale wszystko przed grupą …. O ile zmienią swoją strategię promocji i nazwę (koncert w takim mieście jak Wrocław w piątek o 19 ?!??! ktoś się chyba nie wyspał podejmując taką godzinę!). Bardzo chciałem obejrzeć ich na żywo, ale godzina nierealna, by do domu na czas po pracy dojechać. I gdzie tu mówić o koncercie. Generalnie – mocno żałuję, że zespół nie pozwolił mi siebie poznać na żywo. Bo na krążku – sama przyjemność słuchania i recenzowania materiału chyba najbardziej niedocenianego zespołu, który ma szansę tym albumem zrobić sporo zamieszania.

I tu mam dylemat – czy to tylko dla wielbicieli tematu, czy faktycznie obiecujący, czekający na entuzjastyczne przyjęcie materiał. ---Naczelny, artrock.pl

 

 

Coming less than a year after the fine "The body parts party", "Uninvited dreams" finds Poland's Osada Vida taking further significant strides forward in their chosen field. While broadly classified by this site as a prog metal band, do not be misled into thinking they are just another riff obsessed heavy rock outfit. There is a refinement and quality here which transcends a number of genres, resulting in an album of great diversity but also admirable consistency.

The unchanged line up collaborate in writing all the tracks together with the exception of the brief "Is this devil from Spain", which is credited to guitarist Bartek Bereska alone. Engineer and producer Marcin Chlebowski focuses on bring out the full might of the band's sound, with vast keyboard layers and front and centre lead guitar being the order of the day. On "My nightmare is scared of me" for example, the strength of the musicianship is emphasised superbly in a piece which thrives on perfectly focused power.

Prior to that, the opening title track is possibly the band's best work to date. This amalgam of influences from ELP, PFM, Yes, Genesis and numerous other bands, especially those with symphonic leanings, results in arguably the band's most accessible number yet. "Childmare" has definite Genesis leanings, the lengthy keyboards backed guitar workout being of the type Banks and Hackett would have been proud of. My sole criticism here is that the track fades, rather than reaching its deserved climax.

Every track is developed fully, the attention to detail given to the arrangements being obvious throughout. While the album's concept is dark and heavy (essentially bad dreams and their meanings), the music itself is far from depressive. There is an uplifting spirit here with pretty much all the songs being up-tempo.

For me, "Uninvited dreams" represents Osada Vida's best work to date. There is a confidence and professionalism here which sees the band prepared to make the music they want to make. Highly recommended. ---Easy Livin, progarchives.com

download (mp3 @320 kbs):

yandex mediafire ulozto gett

 

back

]]>
administration@theblues-thatjazz.com (bluelover) Osada Vida Sat, 08 Sep 2018 12:24:25 +0000